 |
Kilka słów o mnie i blogu: maxi.bet1x2.net
Piłka nożna od lat jest moją największą pasją i to ona będzie wiodła prym na tym blogu, choć czasami zajrzymy też i na inne areny! Mam nadzieję, że moje propozycje i spostrzeżenia będą przynosić systematyczne zyski a styl pisania przypadnie Wam do gustu bo w tym fachu najważniejsze to szacunek publiki :)
|
|
Nie miałem dziś specjalnie czasu na pisanie powieści ale postawie na Sao Paulo ponownie. No niby teraz mam ale jakbym miał zaczynać teraz pisać to wrzucę wtedy pewnie gdzieś po 22.00 więc troszkę późno.

Po pierwsze Atletico nie wygrało u siebie z Sao Paulo już od 10 lat. W tym sezonie na Morumbi Tricolor Paulista nie mieli z Galo problemów i skończyło się gładkim 5-1. Do tego dochodzi stała śpiewka, że Ramalho i jego ekipa goni Gremio. Jak dla mnie to już powoli zaczyna być zbyt późno ale o awans do G-4 powalczyć zwyczajnie muszą i nie wyobrażam sobie by im nie zależało. W końcu od tego zależy ich obecność w Copa Libertadores. Dziś w Sao Paulo nie ma Hernanesa ale ten po powrocie jakoś nie przejawiał wielkiej ambicji do gry z Santosem, więc może nawet lepiej. W składzie Atletico nie widzę Petkovicia więc ofensywa gospodarzy będzie mocno ograniczona. Tak, tak, już z Portuguesą liczyłem na to, że jego brak pomoże w zgarnięciu trzech punktów przez Lusę i się skończyło 1-1. W tamtym meczu zdecydowaną przewagę mieli jednak zawodnicy Portuguesy a bramka dla Mineiro padła po rzucie wolnym i to by było właściwie na tyle jeśli chodzi o ich okazje. No mieli w końcówce ale to z kontry gdy już gospodarze rzucili się do ambitnych ataków i zostawili sporo miejsca na akcje dla rywali. Jak pamiętam mecz Atletico z Gremio skończony klęską Galo to hmm dziś nie wykluczam takiej możliwości bowiem już tak bywało, że dostawali u siebie od Sao 0-5. Na pewno nie jest to żadna "pefka" ale kurs na gości bardzo ładny w wysokości 2.62 w Betfair a chyba w Expie jest 2.65 choć możliwe, że spadło. Zerowy asian mamy po 1.84 ale ja sobie tym razem zaryzykuje opcję o wyższym kursie. Stawka mała.
Typy: Sao Paulo 2.62 Betfair
|
|
...mam za to dziś mniej. Bywa i tyle. Ostatnie dwie propozycje nie wypadły najlepiej ale teraz mamy już nowy dzień który zapowiada się bardzo ciekawie. Na dobry początek by poprawić trochę nastrój zaczniemy śpiewająco. Teraz przechodzimy już do sedna sprawy i dzisiejszych spotkań. Bierzemy się w garść i jedziemy.

Zaczniemy od Argentyny, która tak zawiodła wczoraj. Dziś w spotkaniu Estudiantes - Arsenal na zdecydowanego faworyta wyrasta ekipa gospodarzy. Głównym hormonem wzrostu dla szans Studentów są zaś problemy u rywali, którzy będą musieli poradzić sobie z kilkoma brakami. Nim do tego przejdziemy spójrzmy na chwilę w tabelę. El Leon najchętniej w ogóle by w nią nie patrzyli. Jak do tej pory niespodziewanie zamykają oni tabelę co jest wynikiem dużo poniżej oczekiwań. Estudiantes jak zwykle ma się włączyć do walki o czołowe lokaty a w klubie cały czas wierzą, że straty z pierwszych kolejek uda się jeszcze odrobić. Zaczęło się od wyjazdu na mecz z Rosario i porażki 2-3. Rywal zagrał bardzo dobre zawody i szczególnie piorunujący początek gospodarzy miał wielki wpływ na końcowy wynik. W grze Studentów nie było jednak widać zrozumienia. Akcje były przeprowadzane chaotycznie i tak samo gra wyglądała tydzień później z Banfield. Tylko jeden punkt wywalczony w tej konfrontacji (2-2) na własnym terenie to i tak słaby rezultat. Miejscowi grali w przewadze jednego piłkarza przez 60 minut a mimo to z rzadka zagrażali bramce przeciwnika. Na tle tego marazmu wyróżniał się Gaston Fernandez, który w lecie dołączył do zespołu. Ten pomocnik może mieć spory wpływ na grę także w kolejnych spotkaniach. Widać u niego wolę walki i agresje w grze co w takiej lidze jak ta bardzo pomaga. Popularny "Gata" wygląda na piłkarza na którego będzie można liczyć w trudnych momentach. Sam jednak nic nie zdziała co dobitnie pokazał mecz z San Lorenzo. Porażka 0-3 była zupełnie zasłużona. Rywal szybko wyszedł na prowadzenie po czym zmusił Estudiantes do gry ataku pozycyjnego. To zupełnie nie wychodziło przyjezdnym a kolejne kontry gospodarzy dały w efekcie wysoki rezultat. Tempo gry podopiecznych Sensiniego było dramatycznie wolne. Wyraźnie brakowało reżysera w grze. Czemu więc teraz liczę na to, że gra Estudiantes się odmieni? Otóż właśnie dziś wraca ów reżyser. Juan Sebastaian Veron, którego nikomu nie trzeba przedstawiać, nie zagrał do tej pory w żadnym meczu Apertury. Dziś jest awizowany w pierwszym składzie i wraz z Fernandezem powinien brać na siebie grę i konstrukcję akcji. Właśnie takiego gracza brakowało wcześniej w pierwszych kolejkach.

Gdy po stronie gospodarzy do gry wróci Veron po przeciwnej stronie barykady wypadnie kilku piłkarzy. Po niedawnym meczu o Recopę z Boca (przegranym w dwumeczu) w zespole dzisiejszych gości zrobił się mały szpital. Z gry wypadnie Luciano Leguizamon (2/1), który tworzył do tej pory atak wraz z Savą. Najprawdopodobniej nie zagra także sam Sava (3/2), którego lekarze chcą wszystkimi siłami doprowadzić do "stanu używalności". Wygląda to jednak na wyzwanie ponad ich siły. Ponadto na urazy narzekają Jossimar Mosquera (2/0), Anibal Matellan (2/0), Javier Gandolfi (1/0), który ma największe szanse na grę, Mario Cuenca (1/0), Alejandro Gomez (3/0) oraz dwójka graczy, która nie zaliczyła jeszcze meczu w Aperturze. To wszystko sprawia, ze dziś skład jaki desygnuje do gry Daniel Garnero będzie dosyć eksperymentalny. Szczególnie słabo prezentuje się linia ataku z piłkarzami, którzy jeszcze w tegorocznej Aperturze nie zagrali w podstawowym składzie. Sava, Gomez i Leguizamon to ważni gracze formacji ofensywnej i o ich godne zastąpienie będzie bardzo ciężko. Wcześniej w bardziej optymalnym składzie Arsenal wygrał dwa domowe mecze z Argentionos 3-0 i z Godoy 2-1. Dotychczasowy bilans gier uzupełnia wyjazdowa porażka z Tigre 1-2. We wszystkich tych meczach Arsenal zaprezentował się przynajmniej poprawnie, lecz dziś możemy zobaczyć nieco inny zespół co postarają się wykorzystać gospodarze.

W zaistniałej sytuacji ciężko przejść obojętnie obok tego meczu. Ostatnie mecze tych dwóch drużyn kończyły się remisami a konfrontacje tych dwóch drużyn zawsze były zacięte. To z kolei skłania mnie do nieco mniejszej stawki niż początkowo zakładałem. Kurs na wygrana gospodarzy spada.
Prawdopodobne składy:
Estudiantes: Mariano Andújar; Marcos Angeleri, Agustín Alayes, Leandro Desábato, Cristian Cellay; Iván Moreno, Fabianesi, Rodrigo Brana, Juan Sebastián Verón; Gastón Fernández; Mauro Boselli, José Luis Calderón. Trener: Roberto Sensini.
Arsenal: Cristian Campestrini; Javier Gandolfi, Darío Espínola, Carlos Báez, Cristian Díaz; Sebastián Carrera, Carlos Casteglione, Javier Yacuzzi, Cristian Pellerano; Mauro Matos, Facundo Coria. Trener: Daniel Garnero.
Typ: Estudiantes 1.70 Betway
Drugim ciekawym meczem, który można pobrać nawet za wyższą stawkę jest konfrontacja Sao Paulo z Santosem. Spotkanie tych dwóch drużyn to stanowy klasyk, więc walki na pewno nie zabraknie.

W tabeli oba kluby dzieli przepaść. Santos na 17 miejscu cały czas w strefie spadkowej podczas gdy Sao Paulo z piątego miejsca zamierza szturmować G-4 a w późniejszym czasie powalczyć o mistrzostwo. W związku ze spadkiem formy Gremio, które nie wygrało w ostatnich dwóch meczach szanse na obronę tytułu przez Sao Paulo wzrosły. Żeby jednak podopieczni Maurycego Ramalho nadal pozostali w grze muszą dziś wygrać. Patrząc na dotychczasowe domowe osiągnięcia tej ekipy (8-2-1 24-9) sukces w dzisiejszym meczu wydaje się bardzo prawdopodobny. Santos na wyjazdach cały czas prezentuje się słabo z bilansem 1-3-7 6-19. Biorąc zaś pod uwagę samą grę w lepszej formie wydaja się być gospodarze. W ich szeregach nie zobaczymy dziś Hugo (18/9) co jest spora stratą. Kilka tygodni temu do gry wrócił jednak Borges (13/7), który prezentuje się po powrocie bardzo dobrze. Z Olimpiady przyjechał już także pomocnik Hernanes (8/1) co będzie dodatkowym wzmocnieniem. Większość ludzi związanych z brazylijską piłką uważa, że Sao Paulo jest w stanie dogonić Gremio a do tej pory nie pokazali oni wszystkiego na co ich stać. Wydawało się, że porażka z Gremio 0-1 przed trzema kolejkami zniweczy te plany ale teraz lider wydaje się być nadal w zasięgu. Trzeba tylko wygrywać i czekać na potknięcia innych. Wczoraj straciło dwa punkty Botafogo co powinno być dodatkową motywacją dla piłkarzy Ramalho.

Santos do tego meczu przystąpi jako zespół, który już od trzech kolejek nie znalazł pogromcy. Szczerze mówiąc to za bardzo nie miał ich w tych meczach kto gromić. Nim rozpoczęli tą serię przydarzyła się porażka 0-1 z Nautico, które ma ostatnio sporo szczęścia. Później remis u siebie z Flamengo czyli z silnym rywalem ale tutaj była przewaga własnego boiska, której teraz nie ma. Gdy przyszedł wyjazd trzeba było się już dzielić punktami z Ipatingą. Ostatni mecz to zaś wygrana z Cruzeiro 2-0 lecz ten rywal ostatnio gra w kratkę i jest strasznie nieregularny. Santos zagra dziś ponownie z drugim bramkarzem Douglasem, który ma już w tym sezonie na sumieniu kilka bramek. Nie jest to pewny punkt zespołu a w meczu z Tricolor Paulista ta pozycja musi być dobrze obsadzona. Także defensywa Santosu cały czas nie gra zbyt pewnie dlatego wątpię by dziś byli oni w stanie zatrzymać Sao Paulo. Nawet jeśli zagra skuteczny ostatnio Kleber.
Prawdopodobne składy:
Sao Paulo: Rogério Ceni, André Dias, Miranda, Rodrigo, Joilson, Jean, Hernanes, Jorge Wagner, Richarlyson, André Lima, Borges. Trener: Maurycy Ramalho
Santos: Douglas, Wendel, Domingos, Eller, Kleber, Roberto Brum, Rodrigo Souto, Bida, Michael, Kleber Pereira, Nelson Cuevas. Trener: Marcio Fernandes
Typy: Sao Paulo 1.52 Betfair
Ostatnie spotkanie którego analizę można by sobie darować i zamknąć ją w jednym zdaniu. W Atletico nie zagra Petkovic (18/4). I tutaj można już skończyć bo kilka razy zwracałem na tego zawodnika. Piłkarz, który w tym sezonie bierze udział praktycznie przy każdej bramkowej akcji Mineiro.

Gdyby dziś Atletico grało z bardziej wymagającym przeciwnikiem stawka mogłaby być wyższa a tak skromnie bo to tylko Portuguesa, która wybitną ekipą nie jest. W zespole zmienił się trener bo poprzedni złamał nałożony na niego zakaz udzielania wywiadów. To też pokazuje, że nie najlepiej dzieje się w tym zespole, skoro zarząd stara się ograniczyć kontakty zawodników i trenera z dziennikarzami. Gospodarze dzisiejszego meczu bardzo potrzebują punktów a ewentualne trzy w meczu z Galo mogłyby wydostać drużynę ze strefy spadkowej. Gdy u gości nie ma Petkovicia takie szanse trzeba wykorzystywać. Goście do tego jeszcze bez Marquesa (12/4). Gospodarze za to bez Carlosa Alberto (17/0). Portuguesa ostatnio prezentuje się bardzo słabo i takki mecz wydaje się idealny na przełamanie złej passy. Na własnym boisku zawsze są niezwykle groźni. Ostatni mecz "domowy" z Vasco był grany w rzeczywistości na neutralnym terenie, To prawdopodobnie pomogło Gigante de Colina. Lusa grając u siebie ma za sobą nie tyle atut kibiców, którzy nie są zbyt liczni ale słabo przygotowaną murawę, która zawsze sprawia spory kłopot przyjezdnym. Właśnie głownie dlatego przegrywało tutaj Cruzeiro czy Fluminense a Palmeiras zaledwie remisował. Ogólny bilans "home" Portuguesy to 5-4-2 21-16. Galo za wyjazdach grają za to słabo (1-3-7 10-26) i mimo, że ostatnio na własnym boisku osiągali dobre rezultaty z Atletico Paranaense 4-0 czy z Goias 1-1 spodziewam się dziś ich porażki.
Prawdopodobne składy:
Portuguesa: André Luis, Patrício, Bruno Rodrigo, Halisson, Bruno Teles, Dias, Gavilán, Preto, Edno, Jonas, Washington. Trener: Estevam Soares
Atletico Mineiro: Edson, César Prates, Leandro, Marcos, Calisto, Rafael Miranda, Serginho, Márcio Araújo, Lenílson, Jael, Raphael Aguiar. Trener: Marcelo Oliveira
Typy: Portuguesa 2.15 Bwin
|
|
Estadio Gigante de Arroyito nie kojarzy się zbyt dobrze zawodnikom Banfieldu. I to nie tylko tym grającym obecnie ale jeszcze wcześniejszym pokoleniom. Ostatni raz El Taladro wygrali tutaj z Central drugiego maja 1954 roku. Od tego czasu przyjezdnych stać było co najwyżej na remisy.

Dziś podopieczni Jorge Burruchagi wyjdą na boisko z chęcią odsunięcia w niepamięć tej fatalnej passy. Banfield na początku Apertury jest w niezłej dyspozycji co jest dość zaskakujące gdyż w przerwie letniej (u nas letniej tam zimowej) odszedł do Ajaxu Amsterdam Dario Cvitanich. Napastnik ten był w poprzednim sezonie głównym atakującym i najlepszym strzelcem w zespole. W poprzedniej Aperturze w 14 meczach zdołał zdobyć 6 goli zaś w Clausurze na 16 spotkań aż 13 razy wpisywał się na listę strzelców. Po jego odejściu wszyscy w Argentynie zastanawiali się co będzie z Banfieldem bez tego piłkarza. Jak do tej pory po trzech kolejkach nie jest aż tak tragicznie bowiem ekipa z Buenos zdobyła już 4 punkty. Wszystko zaczęło się jednak nieciekawie od porażki 1-2 na własnym terenie z beniaminkiem Godoy Cruz. Tutaj można było odczuwać brak Cvitanicha bo piłka jakoś nie słuchała napastników w podbramkowych sytuacjach. Następnie przyszedł wyjazd na mecz z Estudiantes i niespodziewany remis 2-2. Tutaj na boisku mimo 4 bramek momentami wiało nudą. Mecz rozpoczął się znakomicie ale z czasem tempo zaczęło spadać. Gospodarze bez Verona w składzie nie mieli zbyt wielu pomysłów na ataki zaś goście grający przez 60 minut w 10 nie byli już zainteresowani grą do przodu. Kolejny mecz to konfrontacja na własnym terenie z mistrzem Clausury River Plate. Banfield ponownie zaskoczyło i wygrało 2-1. Tym razem zawodnicy Burruchagi byli skuteczni i oddając trzy celne strzały zdobyli dwa gole. Goście strzelali częściej ale tylko jedno z uderzeń i to w 90 minucie, znalazło drogę do siatki. Przyjezdni byli jednak w tym spotkaniu trochę osłabieni różnego rodzaju brakami co może działać na ich usprawiedliwienie. Nie zmienia to jednak faktu, że był to kolejny sukces Banfieldu. Po tych trzech meczach ciężko jednoznacznie ocenić zespół dzisiejszych gości. Ich gra jak do tej pory w dużym stopniu zależy od tego jak wejdą w mecz. Początek z Estudiantes to gol już w drugiej minucie. Z River wyszli na prowadzenie po siedmiu minutach zaś z Godoy po 2 minutach już przegrywali. Wyrównali też szybko bo już w 8 minucie by następnie po kilku chwilach stracić gola na 1-2. Widać z tego, że od początku stawiają na atak i starają się w pierwszych fragmentach gry ustawić mecz pod siebie. Może więc dobrym typem na dzisiejsze spotkanie będzie over 1.5 czy 1.0 do przerwy? Bardzo ciekawi mnie przed tym meczem to jak zaczną tą konfrontacje obie ekipy.

Rosario ma zaś jak na razie w Aperturze zupełnie inną drogę. Zaczęli od zwycięstwa na własnym terenie z Estudiantes po bardzo dobrym meczu. Gra Central mogła się podobać a trzy akcje zakończyły się bramkami. Dodajmy, że w tym meczu padały bardzo ładne gole co można zobaczyć TUTAJ. Zwracam uwagę na trochę słabo widoczną drugą bramkę dla Estudiantes gdzie realizator wyraźnie się spóźnił. Boselli zaraz po wznowieniu z połowy boiska przelobował Jorge Brounona. Gospodarze ten mecz zaczęli znakomicie i już po 10 minutach prowadzili 2-0. Widać więc, że dziś przeciwko sobie zagrają ekipy, które potrafią zagrać dobrze w pierwszych minutach. To zapowiada świetne widowisko na Gigante de Arroyito. Wracając do kolejnego meczu Rosario. Była to konfrontacja na wyjeździe przeciw River Plate. Podopieczni Simeone wyraźnie dominowali zaś Rosario przez prawie cały mecz mądrze się broniło. Czasem z pomocą przychodziło szczęście jednak skończyło się ono w 82 minucie. Kilka chwil później gospodarze dobili przeciwnika bramką na 2-0. Po tej porażce nastroje w Rosario z wielkiego entuzjazmu panującego po pierwszym meczu zostały nieco ostudzone a Central podejmowali w następnej kolejce u siebie rewelacyjnie spisujący się Colon. Mimo, że ekipa z Santa Fe wcześniej pokazywała dobrą grę w tym meczu została kompletnie zdominowana przez gospodarzy. Tylko dzięki szczęściu Colon zdołał wywieźć trzy punkty z boiska rywala. Rosario przeważało praktycznie przez cały mecz marnując sporo bramkowych okazji. W ich grze było widać wielką ambicję i wolę walki ale brakło zwyczajnie odrobiny przychylności losu. Ogromną rolę w grze Los Canalles odgrywa dwunasty zawodnik, czyli kibice. To ich doping pcha ich do kolejnych ataków. Dzięki temu wsparciu na własnym boisku powinni zdobyć jeszcze sporo punktów.

Dziś Central zagrają bez napastnika Emilio Zelay'i (3/1 - pierwszy skład). 21-letni zawodnik to ważny punkt zespołu. W ataku wystąpi dwójka Vizcarra (3/0) i Franzoia (0/0). Pierwszy to główny strzelec zespołu i choć w tym sezonie jeszcze tego nie pokazał to spokojnie stać go na kilka bramek do końca rozgrywek. Drugi to nowy nabytek sprowadzony z Huracan. Franzoia w poprzedniej Clausurze prezentował się bardzo dobrze przez co zwrócił na siebie uwagę włodarzy Rosario. Do tej pory musiał godzić się z rolą zmiennika i wchodził do gry z ławki jednak teraz ma okazje do pokazania na co go stać. Ze składu wypadnie także Jesus Mendez (3/0), którego w linii pomocy zastąpi Omar Zarif (0/0). Także dwa ubytki w składzie szykują się w zespole gości. Przeziębiony jest doświadczony defensor Walter Erviti (3/0), którego miejsce zajmie najprawdopodobniej Sebastian Fernandez (0/0). Nie zagra także skrzydłowy Luciano Civelli (3/1) w którego miejsce wejdzie Pablo Vergara (0/0). To czy dwójka wspomnianych piłkarzy gości rzeczywiście nie zagra okaże się tuż przed meczem. Wątpię by wystąpił Civelli i większe szanse na grę daje Ervitiemu, choć najpewniej obaj nie zagrają. Jeśli tak będzie to lepszych zmienników wydaje się mieć jednak trener gospodarzy i braki w tym zespole mogą być mniej odczuwalne.
Jeśli Rosario zagra przeciwko Banfield tak jak w dwóch poprzednich domowych spotkaniach to wynik powinien być korzystny dla gospodarzy. Banfield to jednak bardzo nieprzewidywalna ekipa. Kurs powyżej 2.00 uważam za zdecydowanie zbyt wysoki dlatego zdecydowałem się zwrócić uwagę na ten mecz.
Prawdopodobne składy:
Rosario: Jorge Broun; Alexis Danelón, Walter Ribonetto, Diego Braghieri, Jorge Núñez; Omar Zarif, Leonardo Borzani, Cristian González; Ezequiel González; José Vizcarra, Andrés Franzoia. Trener: Pablo Sánchez.
Banfield: Cristian Lucchetti; Julio Barraza, Emanuel Pio, José Devaca, Víctor López, Marcelo Bustamante; Nicolás Bertolo, Maximiliano Bustos, Walter Erviti lub Sebastián Fernández, Luciano Civelli lub Pablo Vergara; Santiago Raymonda, Jerónimo Barrales. Trener: Jorge Burruchaga.
Typy: Rosario 2.03 10Bet Over 1 HT 1.84 Betsson Over 2.5 2.00 10Bet
W trakcie gdy pierwsza cześć meczu Rosario będzie dobiegać końca w Monterrey na boisko wybiegną piłkarze lokalnego zespołu a na przeciwko stanie Santos Laguna. Poprzedni mecz wyjazdowy Santosu to wymiana ciosów z Chivas. Czy na taki sam mecz są szanse i dziś?

Jak najbardziej gdyż jak do tej pory obrona to największy problem gospodarzy. Piłkarze tego klubu w ostatnim domowym spotkaniu stracili aż 4 bramki w meczu z przeciętnym Tecos. Wprawdzie pomagały wtedy przyjezdnym czerwone kartki dla miejscowych jednak i bez tego defensywa Monterrey nie stanowi monolitu. Siłą Rayados jest za to ofensywa. Atak z Ochoa i Suazo na czele jest niezwykle groźny dla każdego przeciwnika. Niepokojące jest to, że w pierwszym składzie nie jest dziś awizowany Borgetti aczkolwiek pozostała dwójka graczy ofensywnych jest mimo magii nazwiska Borgettiego ważniejsza. Monterrey na własnym terenie rzadko przegrywa o czym świadczy na przykład bilans z tegorocznej Clausury (4-3-1 18-9). Po porażce z Tecos gospodarze zapewne zagrają o trzy punkty a jako, że rywal nie należy do słabych należy spodziewać się dobrego widowiska w którym padnie kilka bramek.

Goście przystąpią do tego meczu niemal w pełnym składzie. W ataku oczywiście Benitez (autor dwóch goli w ostatnim meczu z Tecos 2-0) oraz Vusoso. W każdym meczu są oni wspomagani przez ofensywnego pomocnika Torresa i to właśnie ta trójka będzie głównym zagrożeniem dla bramki Orozco. Jako joker pozostaje Luduena, który w ostatnich konfrontacjach sprawdza się właśnie w tej roli. Santos powinien tutaj zatroszczyć się o bramki bowiem liczenie, że czyste konto po stronie strat zostanie zachowane do końca może okazać się złudne. Jak wspomniałem Monterrey ma świetnych napastników a dziś w bramce gości zabraknie doświadczonego Oswaldo Sancheza. Miejsce reprezentanta Meksyku zajmie Miguel Becerra, który dawno nie występował w pierwszym składzie. Ostatni pełny mecz to poprzednia Apertura gdy to znacznie częściej zajmował miejsce między słupkami swojej drużyny. Analizując poszczególne mecze tego golkipera można wyciągnąć następujące wnioski. Nie jest on pewnym punktem zespołu a gdy gra mecze Santosu najczęściej kończą się overem 2.5. I tak na 15 występów tego bramkarza w Apertura 2007 tylko trzy mecze nie zakończyły się rozwiązaniem "overowym". W tych spotkaniach tylko trzy razy w ogóle nie wpuścił gola, dwa razy skończyło się na jednej bramce a w pozostałych spotkaniach padały dwie lub trzy bramki. Trzeba też dodać, że w tym czasie Santos często wygrywał strzelając jeszcze więcej bramek.

Mając na uwadze ofensywne usposobienie obu drużyn oraz to, że gospodarze będą chcieli się zrehabilitować za porażkę 2-4 z Tecos można poszukać tutaj overa 2.5. Oba zespoły potrafią grac szybką i kombinacyjną piłkę stwarzając sobie sporo okazji strzeleckich. Dodatkowo w szeregach gości zagra drugi bramkarz, który nie wydaje się być pewnym punktem zespołu. Dodam, że już drugi raz szukam overa w meczu tych dwóch drużyn. Poprzedni mecz zakończył się remisem 2-2 więc obie ekipy dały zarobić. Jeszcze wcześniej było 1-1. Dziś nie powinno być trzeciego z rzędu remisu i jeśli miałbym tutaj wskazać zwycięzcę to zaryzykowałbym typ na Monterrey.
Prawdopodobne składy:
Monterrey: Jonathan Emmanuel Orozco, Severo Meza, Diego Ordaz, Felipe Baloy, José María Basanta, José Hiber Ruiz, Luis Ernesto Pérez, William Paredes, Jesús Arellano, Carlos Ochoa, Humberto Suazo. Trener: Ricardo Antonio La Volpe
Santos: Miguel Becerra, Jorge Iván Estrada, Rafael Alejandro Figueroa, Fernando Ortiz, Edgar Eduardo Castillo, Juan Pablo Rodríguez, Walter Jiménez, Fernando Arce, Francisco Torres, Christian Benítez, Vicente Matías Vuoso. Trener: Daniel Guzman
Typy: Over 2.5 1.88 10Bet
|
Późno (albo wcześnie, jak kto woli) ale napisać trzeba by dać ujście adrenalinie po meczu Lanus - Gimnasia (J). Spotkanie zapowiadało się ciekawie ale takich emocji chyba nie przewidział nikt. Mecz dziwny a stan taki trwał od 30 minuty do samego końca. Ale po kolei.
Zaczęło się od planowej przewagi Lanus a pierwsza na prawdę doskonała okazja przyszła w 15 minucie gdy to Valeri ładnie ściął akcje do środka czym ograł defensywę rywali i oddał potężny strzał z około 14 metrów. Piłka nie wpadła jednak do bramki a uderzyła w poprzeczkę po czym wylądowała na linii bramkowej i wyszła w pole gry. To był tylko przedsmak tego co działo się później. W 30 minucie Carranza postanowił sam zadbać (jak to ma w zwyczaju) o wygraną swojego zespołu. W wydawało się niegroźnej sytuacji oddał płaski strzał, który jeszcze ocierając się o jednego z obrońców wpadł do bramki gospodarzy. Na trybunach wielkie zaskoczenie. Lanus był lepszy lecz po tej akcji przegrywał 0-1. Ta bramka lekko załamała El Granate a Gimnasia zaczęła swobodnie rozgrywać piłkę. Po jednej z płynnych akcji defensywa gospodarzy po raz kolejny nie sprostała zadaniu i zrobiło się 0-2. Wydawało się, że Lanus już się nie podniesie.
Jeśli jednak w Gimnasii za akcje ofensywne odpowiada głównie Carranza to w zespole gospodarzy jest od tego Jose Sand. W 37 minucie gdy to cały zespół miejscowych wyglądał na rozbity Sand chciał dośrodkować w pole karne. Będąc przy linii końcowej, mocno uderzył w piłkę a ta po rykoszecie w jakiś nadprzyrodzony sposób, przelatując nad golkiperem gości, znalazła drogę do bramki. Gol kuriozalny ale wynik brzmiał już 1-2 i nadzieje na dobry rezultat odżyły zarówno wśród kibiców jak i samych piłkarzy. W przerwie trener Lanus musiał używać ostrych słów a zawodnikom pewnie mocno się dostało gdyż drugą połowę rozpoczęli koncertowo. Po gwizdku arbitra nakazującym rozpoczęcie gry dojście do groźnej okazji zajęło im jakieś 5 sekund. Lanus atakował jak w transie kompletnie zamykając gości w obrębie ich szesnastki. Ów ataki skutek przyniosły bardzo szybko bo już w 48 minucie Sand znalazł się w sytuacji sam na sam z Fernandezem, której nie zmarnował a rezultat brzmiał 2-2. Gospodarze nieco spuścili z tonu jednak dalej posiadali przewagę. Z małym wyjątkiem bowiem w międzyczasie po kardynalnym błędzie jednego z defensorów Cesar Carranza stanął oko w oko z Carlosem Bossio i nie namyślając się długo uderzył w poprzeczkę po czym piłka wróciła w pole gry. W 59 minucie swój popis rozpoczął arbiter tego spotkania. Pan Carlos Maglio podyktował rzut karny dla gospodarzy, który delikatnie mówiąc był kontrowersyjny. Howard Webb to pikuś w porównaniu do tego "przewinienia". Po małym zamieszaniu do piłki podszedł oczywiście Sand i pewnie wykorzystał jedenastkę. Stracona w tych okolicznościach bramka bardzo nie podobała się opiekunowi gości. Labruna grzmiał "No fue penal!" po czym wtargnął na boisko chcąc z nieco bliższej odległości wygarnąć sędziemu kilka epitetów. Po całym zajściu trener powędrował na trybuny gdzie jeszcze długo komentował decyzje arbitra.
Gimnasia bardzo nie chciała przegrać tego meczu i próbowała odrobić straty. Jedna z prób po dość przypadkowym strzale Carranzy (a niby kogo innego?) wylądowała na słupku. W tym wszystkim nieco zagubiony sędzia jakby zdając sobie sprawę ze swojego wcześniejszego błędu nieco pochopnie wyrzucił z boiska piłkarza Lanus Diego Valeriego. Valeri rozgrywał na prawdę dobre zawody jednak po tym jak według arbitra starał się wymusić rzut wolny musiał przed czasem udać się do szatni. Druga żółta kartka była nieco naciągana bowiem Valeri wprawdzie nie był faulowany jednak w tej sytuacji ciężko byłoby utrzymać równowagę Johnowi Carew'u. Od 72 minuty meczu rozpoczęła się więc "Obrona Częstochowy" w wykonaniu Lanus. Piłkarze gości do końca jeszcze dwukrotnie stawali przed szansą na wyrównanie w czystych sytuacjach i kilkakrotnie posyłali niezwykle groźne piłki w pole karne. W jednej z akcji znakomicie zachował się Bossio gdy to miał przed sobą rozpędzonego zawodnika ekipy przyjezdnej. Doskonałe wyjście i interwencja w akcji 1 na 1 uchroniła Lanus przed stratą bramki. Do końca meczu arbiter jeszcze "pogwizdał" kilka groźnych rzutów wolnych dla gości po czym wreszcie obwieścił koniec meczu. Mieliśmy w nim prowadzenie gości 2-0 i wygraną gospodarzy 3-2. Kuriozalną bramkę na 1-2. Wyrzuconego na trybuny trenera. Dwie poprzeczki i jeden słupek oraz kilka innych akcji z czerwoną kartką i dyskusyjnym karnym na czele. A najgorsze było to, że na meczu zabrakło mi orzeszków. Na szczęście kopiując Fergusona w stresowych momentach mogłem sięgnąć po gumę do żucia. :)
|
|
Koniec 2007 roku był dla ludzi związanych z Club Atletico Lanus jednym z najwspanialszych okresów w życiu. Wtedy to właśnie po remisie 1-1 z Boca Juniors na La Bombonera El Granate sięgnęli po mistrzostwo Apertury 2007. To jak do tej pory największy sukces tego zespołu w historii a gwiazdą tamtych rozgrywek został napastnik Jose Sand. Ten 28-letni zawodnik zdobył w 15 występach 15 goli i ze średnią jednej bramki na mecz został wicekrólem całego turnieju ustępując jedynie Denisowi z Independiente, który wpisał się na listę strzelców aż 18 razy.

Poprzednią Aperturę Lanus wygrał głównie dzięki znakomitej grze na własnym terenie (8-2-0 20-7). Tegoroczna Clausura nie była już dla tego klubu tak udana. Piłkarze mocno spuścili z tonu co skończyło się dopiero 16 lokatą. Własny stadion także nie był już taką przewagą jak wcześniej (2-3-4 13-20). W kolejnych mistrzowskich rozgrywkach wszystko ma już wrócić do normy. Ekipa Luisa Zubeldii prezentuje ciekawą i kombinacyjną grę. Do tej pory w trzech spotkaniach zdobyli zaledwie 4 punkty co daje wielką motywację do poprawy tego dorobku w dzisiejszym meczu. Na początek Lanus rozprawił się z Racingiem Club na boisku rywala co nie jest łatwym zadaniem. Wynik 2-0 był jednak zupełnie zasłużony a dwoma trafieniami popisał się Jose Sand. W następnej kolejce przyszło się El Granate zmierzyć na własnym boisku z Gimnasią La Plata. Gospodarze mimo szybko objętego prowadzenia zaledwie zremisowali 1-1 co można uznać za sukces przyjezdnych. Gra Lanus była całkiem dobra jednak pechowo stracona bramka na 1-1 zniweczyła plany sięgnięcia po trzy punkty. Winą za tego gola trzeba obarczyć bramkarza Carlosa Bossio, który przepuścił piłkę po niegroźnym strzale z około 30 metrów. Ta piłka powinna paść łupem bramkarza gospodarzy jednak fatalny kiks dał zaledwie remis po końcowym gwizdku. Kolejny mecz to wyjazd na spotkanie z Boca Juniors i porażka 1-2. Goście nie byli w tym meczu faworytami ale mimo to zdołali szybko objąć prowadzenie a później sprawiali jeszcze sporo problemów bardziej utytułowanemu rywalowi. Boca w drugiej połowie dopięła wreszcie swego i wyszła na prowadzenie 2-1, które utrzymała do końca. To spotkanie można jednak zaliczyć dzisiejszemu gospodarzowi na plus.

Zupełnie inne wspomnienia mają po wizycie na La Bombonera zawodnicy Gimnasii Jujuy. Boca spokojnie, bez większych problemów skasowała komplet punktów aplikując przyjezdnym aż 4 gole. Była to pierwsza kolejka tegorocznej Apertury. Obrona gości momentami gubiła się w najprostszych sytuacjach co nie rokowało dobrze na przyszłość. Porównując występy przeciwko Boca Juniors w wykonaniu dzisiejszych rywali znacznie lepiej zaprezentowali się gospodarze. Gimnasia dowód swojej słabej dyspozycji dała także w drugiej kolejce gdy to do "Huhuj" zawitał Colon Santa Fe. Jujuy to miasto położone w północnej części Argentyny i wiele klubów z Buenos lub z okolic niechętnie udaje się na te spotkania wyjazdowe. Z Santa Fe jest troszkę bliżej niż z Buenos więc piłkarze Colonu urządzili sobie na boisku Gimnasii trening strzelecki. Z bliska, z daleka, po rożnych czy z "główki" - wszystko znajdywało swoją drogę do siatki rywala. Miejscowi kibice tylko raz mieli powód do radości. Sędzia zlitował się nad piłkarzami gospodarzy i podyktował dla nich rzut karny po rzekomym zagraniu ręką gracza Colonu. Jak pokazały powtórki nie była to najlepsza decyzja. Cesar Carranza pewnie wykorzystał jedenastkę dając nadzieję na przyszłą poprawę gry swojego zespołu. Poprawa przyszła i kolejne spotkanie przeciwko Newell's zakończyło się zwycięstwem El Lobo Jujeno 1-0. Gra nie była zdecydowanie lepsza a bramka padła po bodajże jedynym celnym uderzeniu gospodarzy w tym meczu. Po dograniu z rzutu wolnego tor lotu piłki zmienił Carranza a ta zaskakując bramkarza wpadła do siatki. Piłkarz ten strzelił więc swojego drugiego gola w Aperturze co dobitnie pokazało jak jest on ważnym piłkarzem dla całej drużyny. W niektórych meczach gra Gimnasii wygląda tak jakby właśnie tylko jemu zależało na zwycięstwach. Jest to bez wątpienia lider całego zespołu i jego ewentualny brak w jakimkolwiek spotkaniu może się okazać tragiczny w skutkach. W meczu z Lanus zagra od pierwszej minuty i to właśnie na niego będą musieli zwrócić szczególną uwagę gospodarze. Podsumowując grę Gimnasii można zauważyć ich fatalną postawę w defensywie. Mają spore problemy przy dośrodkowaniach z bocznych stref boiska gdy to obrońcy mają problem z ustawieniem i są często ubiegani przez rywali. Każdy rzut wolny czy rożny to zagrożenie pod bramką Fernandeza co bardzo dobrze pokazała choćby trzecia bramka stracona w meczu z Colon. Akcje ofensywne zespołu dzisiejszych gości są zaś przeprowadzane głównie przez wspomnianego Carranze i jeśli defensorzy Lanus odpowiednio zaopiekują się tym piłkarzem to o punkty dla przyjezdnych może być ciężko. Trzeba także zwrócić uwagę, że Gimnasia jak do tej pory w trzech meczach nie zdobyła gola z akcji. Dwie strzelone bramki można za to scharakteryzować krótko. Pierwsza błąd sędziego, druga z przypadku bowiem ciężko uwierzyć by Carranza chciał akurat w ten sposób umieścić piłkę w siatce.

Gra gospodarzy wygląda zupełnie inaczej. Akcje są pomysłowe i często rozgrywane na jeden kontakt. Czasem daje do sporo strat jednak są momenty gdy gra Lanus może sprawić sporo problemów rywalowi. Mogą coś o tym powiedzieć piłkarze tworzący defensywę Racingu, którą kilka razy ładnie "rozklepali" podopieczni Zubeldii. Nawet obrona Boca miała momentami problemy, szczególnie w początku spotkania gdy to wyglądała na nieco uśpioną. Dziś pewnie od początku oba zespoły zaczną w pełni skoncentrowane gdyż punkty przydałyby się i jednym i drugim. Lanus zacznie z pewnymi zmianami w porównaniu do poprzedniego meczu. Od początku ma zagrać wracający do pierwszego składu Sebastian Blanco (2/0 - pierwszy skład). W meczu z Boca zagrał w pierwszej jedenastce Adrian Peralta (1/0) a Blanco zasiadł na ławce rezerwowych. W meczu z Gimnasią nie wystąpi skrzydłowy/boczny obrońca Augustin Pelletieri (3/0), który przed kilkoma dniami podpisał kontrakt z greckim AEK Ateny. Zawodnik ten przez ostatnie lata był ważną postacią drużyny. Skarbnik Lanus po tym transferze dopisze do klubowego salda około 3 miliony euro. Przed meczem z El Lobo nie jest to jednak zbyt dobra wiadomość. Miejsce Pelletriego zajmie na boisku Diego Gonzalez (2/0), który także często grał w poprzedniej Clausurze strzelając przy tym dwa gole. Odchodzącego z klubu Augustina ma więc kto zastąpić. W szeregach gości także nie obejdzie się bez kilku korekt. W porównaniu do poprzedniego meczu w miejsce Jorge Luny (1/0) zagra Gaston Montero (0/0). Ponadto na 90% nie zagra ważny gracz defensywy Hector Desvaux (3/0).

Faworytem tej konfrontacji jest bez wątpienia ekipa Lanus. Zespół ten broni tytułu mistrza Apertury i choć ten sukces jest już raczej nie do powtórzenia to trzy punkty w meczu z drużyną z dolnych rejonów tabeli są koniecznością. Gimnasia w dotychczasowych spotkaniach grała słabo i jeśli nie poprawi się w dzisiejszym meczu czeka ich bez wątpienia porażka. Poprzedni mecz na własnym stadionie dzisiejsi gospodarze zremisowali zaś dosyć pechowo. Jeśli dziś nie zaistnieją żadne nieprzewidziane okoliczności zapewne tym razem uda się wygrać przed swoją publicznością. Kurs na wygraną El Granate to około 1.60-1.70. Na Betfair można było złapać nawet około 1.75. Stawka z tych mniejszych z uwagi na odejście Pelletriego. Gdyby nie ten transfer zapewne byłaby ona wyższa.
Prawdopodobne składy:
Lanus: Bossio, Graieb, Hoyos, Faccioli, Velázquez, Valeri, Fritzler, González, Blanco, Biglieri, Sand. Trener: Luis Zubeldia
Gimnasia "Huhuj": Fernández, Acuña, Loeschbor, Ramasco, Pieters, Iuvalé, Mateo, Gómez, Montero, Carranza, Calandria. Trener: Omar Labruna
Typy: Lanus 1.67 Betfair
|
|
W 6 kolejce meksykańskiej Apertury na Estadio Corona miejscowy Santos podejmie Tecos Guadalajara. Mecz zapowiada się niezwykle ciekawie bowiem jedna z najmocniejszych ekip "domowych" podejmie czołowy zespół w klasyfikacji "away" w Aperturze 2008. Zresztą jakby spotkanie na stadionie, który swoją nazwę wziął od znanego na całym świecie piwa Corona mogło zapowiadać się nieciekawie.

Obiekt Santosu należy do jednych z mniejszych w najwyższej klasie rozgrywkowej w Meksyku. Pomieścić może nieco ponad 20 tysięcy jednak już grający na nim klub jest obecnie jednym z najsilniejszych w kraju. To skłoniło włodarzy zarówno Santosu jak i samego miasta Torreon do budowy nowego obiektu mogącego zapełnić się przez 38 tysięcy widzów. Nowa Estadio Corona ma być oddana do użytku w 2009 roku. Nim jednak to nastąpi mistrz tegorocznej Clausury swoich rywali będzie podejmował na otwartej w 1970 roku "Starej Coronie". Dziś zawita tutaj Tecos, zespół mający obecnie 2 wyjazdowe zwycięstwa i jedną porażkę. Wcześniej w Clausurze nie byli oni takimi królami obcych boisk i na koniec rozgrywek grupowych (zakończonych notabene na ostatnim miejscu w swojej grupie) posiadali bilans 2-1-5 5-15. Czy więc ten dobry start w rozgrywkach Apertury to przypadek? Nie jest to wykluczone.

Przyglądając się dokładniej kolejnym wyjazdom tej drużyny nie widać już tak wspaniałej dyspozycji tego zespołu. Pierwszy mecz to spotkanie przeciwko beniaminkowi Indios i zwycięstwo 1-0. Cały pojedynek stał na mizernym poziomie a groźne okazje pod bramkami stwarzane były bardziej z przypadku niż z dobrej gry obu zespołów. Piłkarze Tecos mogli być zadowoleni po tym meczu z wyniku ale już niekoniecznie ze swojej gry. Drugi mecz poza własnym boiskiem wymagał od zawodników dzisiejszych gości udania się na ciężki wyjazd przeciwko Cruz Azul. Tego rywala można mniej więcej porównać do Santosu Laguna. To zespół z czołówki, który na własnym boisku zawsze notuje dobre rezultaty. Nie inaczej było tym razem a Sowy musiały pogodzić się z porażką 0-2. Trzecia wizyta na obcym terenie miała miejsce w Monterrey. Całe to spotkanie było niezwykle dziwne a ostateczne zwycięstwo gości 4-2, choć efektowne odniesione zostało w niecodziennych okolicznościach. No może jak na ligę meksykańską nie tak bardzo wyjątkowych bowiem czerwone kartki w tej lidze to jej znak rozpoznawczy. W tym przypadku obie powędrowały jednak do piłkarzy Monterrey przez co musieli oni kończyć mecz w 9 grając przeciw jedenastu rywalom. Nim sędzia sięgnął po pierwszy kartonik koloru czerwonego wynik brzmiał 2-1 dla gospodarzy. Sama gra ekipy z Zapopan nie jest jednak zła i z taką dyspozycją mogą liczyć na w miarę udane rozgrywki Apertury. Do spotkań na wyjazdach dorzucili także domowe zwycięstwo z Chivas 1-0 a także remis 2-2 z Necaxą gdzie komplet punktów stracili w 90 minucie meczu. To wszystko składa się na bilans 3-1-1 8-6. Teraz mają jednak przed sobą bardzo ciężkiego konkurenta.

Santos Aperturę rozpoczął słabo. Najpierw wyjazdowa porażka z Americą 2-3 a potem pechowy remis 1-1 na własnym stadionie z Pumas. W tym drugim spotkaniu Guerreros wyraźnie dominowali jednak to goście wyszli na prowadzenie. Gdy piłkarze Santosu dążyli z całych sił do wyrównania ich gra mogła się podobać. Bramka na 1-1, po wcześniejszym zmarnowaniu kilku doskonałych okazji, wreszcie wpadła a zaraz po niej gospodarze wywalczyli rzut karny. Bramkarz Pumas był jednak tego dnia w znakomitej dyspozycji co uchroniło jego klub od porażki. Po tym meczu przyszedł dla Santosu jeszcze wyjazdowy remis 0-0 z Pueblą i kolejna potyczka na własnym terenie z Indios. W tym drugim meczu mieliśmy bezdyskusyjną przewagę podopiecznych Daniela Guzmana a końcowy wynik 3-0 mógł być znacznie wyższy. Gospodarze w ostatnich minutach zmarnowali jeszcze rzut karny co staje się już jakąś tradycją tej drużyny. W ostatniej kolejce Santos zagrał swoje najlepsze spotkanie i na boisku Chivas stworzył wraz z rywalem znakomity spektakl. Ekipa z Guadalajary trzy razy wychodziła w tym meczu na prowadzenie jednak Santos za każdym razem doprowadzał do wyrównania. W końcu po czerwonej kartce dla gospodarzy przyjezdni zdołali strzelić jeszcze dwa gole i ostatecznie zgarnąć trzy punkty. Mecz był niezwykle emocjonujący a obie jedenastki stworzyły sobie sporo bramkowych okazji. Zwycięstwo Santosu było całkowicie zasłużone gdyż byli oni w tej konfrontacji zespołem minimalnie lepszym. Ofensywa ekipy Guzmana z Matiasem Vuoso na czele musi budzić respekt u każdego rywala. Sam Vuoso niegdyś próbował "podbijać" Europę jednak skończyło się na nieudanym epizodzie w Manchesterze City. Argentyńczyk przeniósł się tam z Independiente gdzie to wraz ze znanym z hiszpańskich boisk Diego Forlanem tworzył zabójczy duet. Współpraca tych dwóch panów polegała na tym, że Urugwajczyk dogrywał piłkę do partnera a ten spokojnie umieszczał ją w siatce. Po tym jak ich drogi się rozeszły zarzucano Matiasowi, że bez Forlana praktycznie nie istnieje. W meksykańskim Santosie udowodnił, że jest inaczej. To bez wątpienia w tym klubie czuje się najlepiej i jest tutaj niekwestionowaną gwiazdą. Teraz liczy na podania innych. Między innymi na piłki od Daniela Ludueny. Luduena był ważną częścią zespołu, który wywalczył mistrzostwo Clausury. Trener Guzman nie mógł na niego liczyć na początku obecnych rozgrywek jednak w meczu przeciwko Chivas wracający do gry Luduena zaliczając kilkadziesiąt minut na boisku zdołał wpisać się na listę strzelców. Jego powrót znacznie przyczynił się do zwycięstwa nad Chivas. Dziś prawdopodobnie ponownie zacznie mecz z ławki ale jego obecność to dodatkowy plus dla ekipy z Torreon.

Przed meczem Santos - Tecos w obu zespołach nie ma większych osłabień. Żaden istotny piłkarz nie jest zawieszony, żaden nie jest też kontuzjowany. Daniel Guzman ustawi swój zespół ofensywnie klasycznym 4-4-2 i to bez wątpienia gospodarze będą w tym spotkaniu prowadzić grę. Ich bilans gier na własnym boisku (6-2-1 25-9) w mistrzowskiej Clausurze jasno stawia sprawę. Teren Santosu jest niezwykle ciężki do zdobycia. Jeśli w tym meczu nie wydarzy się nic nieprzewidzianego w postaci czerwonych kartek albo też wielkiej nieskuteczności Guerreros to trzy punkty powinny pozostać na Estadio Corona. Goście mają tutaj oczywiście inne plany. Jak zapewnia ich opiekun, Luis Trejo zamierzają walczyć dziś o pełną pulę. Obrońca Tecos, Joel Sanchez stwierdza: "Musimy stanowić drużynę gdyż przeciwnik posiada wiele wariantów rozegrania akcji. Gdy mają piłkę i przestrzeń do gry są bardzo niebezpieczni. Nie możemy im na to pozwolić. To dla nas jeden z bardziej wymagających egzaminów w tym sezonie." Według mnie po tym egzaminie konieczne będą poprawki. Na Betfair można było dostać wczoraj Santos po 1.85. U tradycyjnych bukmacherów kurs oscyluje w granicach 1.70.

Prawdopodobne składy:
Santos: Oswaldo Sánchez; Jorge Iván Estrada, Fernando Ortiz, Rafael Alejandro Figueroa, Edgar Eduardo Castillo, Juan Pablo Rodríguez, Walter Jiménez, Fernando Arce, Francisco Torres, Christian Benítez, Vicente Matías Vuoso. Trener: Daniel Guzman
Tecos: José de Jesús Corona, Juan Carlos Valenzuela, Juan Carlos Leaño, Joel Sánchez, Melvin Brown, José Ramón Partida, Jorge Damián Zamogilny, Rodrigo Ruiz, Luis Alonso Sandoval, Fredy José Bareiro, Robert de Pinho. Trener: Jose Luis Trejo
Typy: Santos Laguna 1.77 Betfair
|
|
Słuchając wczoraj jednej z popularnych stacji radiowych przy wspomnieniu o meczu Wisły z Barceloną wpadł mi w ucho zwrot brzmiący mniej więcej: "Byle tylko nie statystowali". Tyczy się to oczywiście piłkarzy Wisły i ich spodziewanej gry w tym meczu. To tylko pokazuje jak "wielka" jest wiara kibiców w dobry wynik dzisiejszej konfrontacji.

Samego spotkania w kontekście awansu, przy wyniku 0-4 przed dwoma tygodniami, nawet nie ma sensu analizować. W fazie grupowej Champions League zagra Barcelona i cokolwiek dziś by nie zrobili Wiślacy to tego nie zmienią. Mogą się tylko godnie pożegnać z tegoroczną edycją Ligi Mistrzów. I właśnie z takim nastawieniem powinni wyjść dziś na boisko. Trener Skorża powinien właśnie w ten sposób zmotywować piłkarzy do gry. Nie wyobrażam sobie by było to ciężkie bowiem kluby pokroju Wisły nie na co dzień grają przeciwko takim rywalom jak słynna Barca. Każdy z zawodników powinien mieć w sobie przed takim spotkaniem taką chęć sprawdzenia się, pokazania kibicom na co na prawdę go stać. Wreszcie dla wielu z piłkarzy Wisły będzie to doskonała okazja do wypromowania swojej osoby w szerokim świecie piłkarskim. Jak najlepiej się jest pokazać? Grając ofensywną piłkę i pokazując, że na własnym terenie nawet Barca nam nie straszna. Dlatego ewentualną defensywną taktykę na ten mecz można będzie rozpatrywać tylko jako zwykłe tchórzostwo. Tutaj dla Wiślaków nie ma już nic do stracenia a każdy z nich może tylko osobiście na tym meczu zyskać, jeśli się dobrze zaprezentuje. Gospodarzom w tym spotkaniu powinien przyświecać jeden cel. Strzelić bramkę bardziej znanemu rywalowi. Czy da to końcowe zwycięstwo? Wątpię i spotkanie zapewne zakończy się po raz drugi porażką Białej Gwiazdy. Katalończycy przylecieli do Krakowa w mocnym składzie z którego jakąkolwiek by nie wybrać jedenastkę to i tak każdy z piłkarzy indywidualnie jest lepszy od swojego vis a vis po stronie Wisły. Czy Barcelona podejdzie do tego meczu na 100%? Pewnie nie ale mam też takie wrażenie, że nawet w pierwszym meczu nie dali oni z siebie do końca wszystkiego. Zagrają pewnie w takim nastawieniu jak w przedsezonowych sparingach a to niezbyt dobra wiadomość dla polskiej ekipy. W tych meczach towarzyskich, mimo, że często Barca grała na boiskach rywali to osiągała bardzo korzystne rezultaty, często gromiąc przeciwnika. Nawet skład w tych meczach nie był istotny. Jakikolwiek nie wychodził na murawę to tempem gry zabijał konkurenta. Dodatkowo dziś skład gospodarzy będzie trochę zdekompletowany. Za Głowackiego zagra...hmmm widziałem wersję z Kowalskim jak i z Juniorem Diazem. Właśnie w tym miejscu kłania się brak przedsezonowych wzmocnień. Obrona Wisły przed konfrontacją z Barceloną nie wygląda na mocną a kolejny brak w pomocy Sobolewskiego, który zawsze, nawet jak zawalał mecz, dawał drużynie sporo zaangażowania, stanowi następny problem. Nie wystąpi także inny gracz drugiej linii Cantoro. Na własne życzenie ma zagrać Baszczyński.

Ten mecz zakończy się zapewne porażką gospodarzy ale liczę na walkę o gola z ich strony a co za tym idzie w miarę (nie mówię tutaj o wielkich atakach) otwartą grę. Nawet gdyby gospodarze nie mieli w sobie większej ambicji dobrego zaprezentowania się w tym meczu to o 3 bramki jest dziś w stanie pokusić się w pojedynkę Barcelona. Over 2.5 po 1.85 wygląda na ciekawe rozwiązanie i jakoś mnie bardziej przekonuje niż wygrana gości dwoma bramkami. W razie czego można się zabezpieczyć correct score 0-2. Wczoraj w Bwin gdy podawałem ten mecz kurs wynosił 1.85 dziś widzę już 1.62. To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że był to dobry wybór.
Typ: Over 2.5 1.85 (1.62) Bwin
|
1 2 3 4 5 Następne >
|

Brak typów
|